banner_03.png
banner_01.jpg

Czemu warto zrezygnować z wędzidła?

Zacznijmy od tego, że dyskusja na temat wad i zalet stosowania wędzidła jest otwarta. Trenerów i szkół jazdy, które całkowicie negują użycie wędzidła jest niewiele. Pojawiły się jednak naukowe dowody na wady wędzidła (nawet przy idealnym dobraniu i stosowaniu), a grono zwolenników jazdy bezwędzidłowej powiększa się na całym świecie. Co sprawia, że kolejni jeźdźcy wyjmują wędzidło z pyska?


Ćwiczenie ręki

Przywykliśmy do wizji, że nie da się pogodzić wysokiego komfortu koni i nauki początkujących jeźdźców. Grzbiet zawsze będzie obity, a pysk zaszarpany. Na szczęście, coraz więcej polskich stajni zaczyna przełamywać ten schemat; nagle okazało się, że koń może mieć silny grzbiet, którego siodło podczas jazdy wręcz „masuje”, a dwie godziny dziennie pracy pod żółtodziobami nie musi w ogóle oznaczać ciągnięcia za pysk. Wszystko zależy od tego jak uczymy jeźdźców oraz jakiego sprzętu używamy.


No tak, ale tu pojawia się problem. Bo żeby nauczyć jeźdźca stabilnej i czułej ręki nie da się ominąć etapu, kiedy jeździec ma niestabilną rękę i jednocześnie trzyma wodze. Ten etap musi nadejść. Rozwiązaniem problemu są najdelikatniejsze ogłowia bezwędzidłowe (na przykład biała wodza o bardzo szerokim nachrapniku). Dopiero, gdy jeździec nauczy się mieć niezależną rękę, dostąpi zaszczytu trzymania wodzy wędzidłowych.


Niektórzy jeźdźcy indywidualni rezygnują z podobnego powodu z wędzidła. Mają świadomość, że ich ręce mogą być źródłem przykrości dla konia, odkładają więc wędzidło na bok lub z doskoku zakładają, gdy akurat mają trening z trenerem.


Z tych samych powodów dobrym pomysłem jest rozpoczynać naukę skoków na ogłowiach bezwędzidłowych. Pamiętajmy, że koń musi być przygotowany do pracy na takim ogłowiu.


Wędzidło jako „nowy munsztuk”

Jeździectwo naturalne za punkt honoru postawiło sobie rozwój partnerskiego porozumienia z koniem, z minimalizacją pomocy. Tak jak większość jeźdźców nie zakłada swoim koniom munsztuka (bo po co? Koń dobrze chodzi na wędzidle), tak coraz więcej osób traktuje wędzidło jako „nowy munsztuk”. Nie zakładają wędzidła, ponieważ nie ma takiej potrzeby – koń świetnie chodzi na kiełźnie bezwędzidłowym, a to jest dla niego bardziej komfortowe. Wielu miłośników jazdy bezwędzidłowej lub bezogłowiowej traktuje wędzidło jako narzędzie do precyzyjnego komunikowania się z koniem, kiedy chcą poćwiczyć trudniejsze elementy jazdy. Wędzidło nie jest przez takie osoby odrzucane, tylko traktowane jako specyficzne narzędzie do bardzo zaawansowanych ćwiczeń.


Wędzidło nie kontroluje konia

Niby wszyscy wiemy, że wędzidło i kiełzno nie służy ani do kierowania, ani do kontrolowania konia. Czemu więc mamy takie problemy z jazdą bez kontaktu, nie mówiąc o jeździe bez ogłowia na każdym koniu? Na wielu koniach oznaczałoby to próbę samobójczą…


I właśnie na to jeźdźcy zwracają pilną uwagę. Wędzidło, które służy do „zapanowania” nad koniem, tak naprawdę służy do sprawiania mu bólu w sytuacjach spłoszenia czy brykania. Co więcej, jest niezwykle często przyczyną utraty tej kontroli. Większość koni, czując się zagrożona, popada w jeszcze większą panikę w chwili, gdy poczucie ból czy nawet nacisk wędzidła. Ileż spłoszeń, poniesień i brykań zakończyłaby się prawie natychmiast, gdyby jeździec nie złapał za wodze…


Pamiętaj, że wędzidła nie kontrolują, ani nie zatrzymują koni. One mogą jedynie stanowić sygnał do zatrzymania, zwolnienia czy skrętu; a jak dobrze wiemy, sygnały te można dawać i bez metalu w pysku.


Utrudnione oddychanie

Konie mają w pysku znacznie mniej miejsca, niż nam się wydaje. Większość koni w chwili, kiedy ma zamknięty pysk, praktycznie nie ma tam miejsca na ścięgierz – w szczególności ten gruby. Aby miejsce się znalazło, konie mogą otworzyć pysk lub cofnąć odrobinę język i zwykle wybierają drugą opcję. Niestety, to cofnięcie sprawia, że język wchodzi w kontakt z podniebieniem i utrudnia oddychanie – co jest logicznym ewolucyjnym rozwiązaniem utrudniającym wpadnięcie treści pokarmowej podczas przełykania do dróg oddechowych.


Żeby lepiej zrozumieć ten mechanizm możesz wykonać proste doświadczenie na sobie samym. Oddychaj głęboko przez nos, w sposób naturalny. Następnie wycofaj język i przytul go do górnego podniebienia. Porównaj jakość oddychania – w ten sposób jest to znacznie trudniejsze, prawda? Dla nas sytuacja z doświadczenia jest trudna, jednak konie popadają w ten stan znacznie częściej. Wystarczy jeszcze zacisnąć mu pysk nachrapnikiem, włożyć do pyska grube wędzidło i… ał.


Ostatnie dwa elementy układanki utrudniającej oddychanie to ślinienie się i ustawienie głowy. Ciasne ustawienie głowy i szyi, tak łatwe do osiągnięcia na wędzidle, prowadzi do silnego utrudnienia oddychania, co również sami możemy poczuć, przypierając brodę do swojej szyi. Dobry jeździec potrafi świetnie dozować węższe ustawienie, jest to jednak z pewnością dużą sztuką. Konie w naturze rzadko przybierają tę pozycję (jedynie chwilowo w zabawie lub ekspresji siły) i nie możemy od nich wymagać, by chodziły tak ustawione przez dużą część jazdy. Jazda bez wędzidła poniekąd wymusza na nas ustawianie konia przez podstawienie zadu, koń zachowuje większą kontrolę nad ustawieniem głowy.


Ostatnim wspomnianym elementem jest ślinienie się. Spróbuj jednocześnie wziąć wdech i przełknąć ślinę. Acha, nie da się… Koń wędzidłem jest prowokowany do wydzielania większych ilości śliny. Ma więc do wyboru: albo ją połknąć i pozbawić się na ułamek sekundy niezbędnego powietrza, albo nie przełykać śliny, co również stanowi dyskomfort. Wszystkie konie zawsze wybierają nie połykanie śliny, bo jej połykanie w trakcie dużego wysiłku powoduje, najzwyklej w świecie, podduszenie. Popatrz na konie ujeżdżeniowe – praktycznie zawsze są obślinione od pyska, przez szyję, pierś i nogi. Konie pracujące równie ciężko bez wędzidła ślinią się mniej i mogą sobie pozwolić na taki luksus jak przełykanie. Nie grozi im niedotlenienie…


Dyskomfort

Ustaliliśmy już, że wędzidło nie ułatwia koniom oddychania. Jest w pewnym stopniu tragicznie zabawne, że sportowe jeździectwo, wymagając od konia skrajnego wysiłku, jednocześnie wybiera narzędzia utrudniające tę pracę.

Wędzidło jednak, poza utrudnianiem oddychania, sprawia szereg innych problemów.


Wędzidło opiera się o język i krawędzie żuchwy. Niezależnie od tego jak delikatną mamy rękę, kontakt zawsze będzie wywoływał u konia dyskomfort. Kontakt to nacisk rzędu 5-10 kilogramów na centymetr kwadratowy, pociągnięcie to już nawet 100kg/cm2. Okazuje się, że zdecydowana większość koni jeżdżona na wędzidle, posiada w miejscu położenia wędzidła narośle na kości. Ból, który jest wywoływany przez każde szarpnięcie jest olbrzymi – i nie jest to jedynie „dyskomfort”, skoro powoduje powstawanie kostnych narośli!


Jazda na mocnym kontakcie powoduje niedokrwistość języka (efekt: siny, omdlały i wywalony poza pysk język), co jest również niesamowitym bólem. Nawet lekki kontakt to nacisk na język i jego odrętwienie. Konie radzą sobie z tym „żując wędzidło”, czyli próbując rozmasować cały układ i pozbyć się dyskomfortu (zauważyłeś, że żucie wędzidła łatwo sprowokować chwilowym zwiększeniem siły kontaktu…?).


Niezwykle ciekawe badania w 2008 roku przeprowadził dr. Cook i dr. Mills. Jeźdźcy testowanych koni mieli określić problemy, z jakimi borykają się ich konie (dotyczyły zarówno zdrowia jak i zachowania). Ustalono, że średnio konie miały po 23 problemy. Po rezygnacji z kiełzna wędzidłowego, prawie 70% z nich się rozwiązała (zajęło to średnio zaledwie 42dni). Przy czym, co warto zauważyć, poddane eksperymentowi były jedynie konie dosiadane przez bardzo dobrych jeźdźców, instruktorów.


Na koniec zauważ, że uczymy konie „akceptacji wędzidła” i jest to naszym celem. Nie to, żeby koń polubił wędzidło czy cieszył się z jego noszenia, lecz to, by przestał chcieć je wypluć, pozbyć się niego. Nasze konie nie lubią wędzideł, a godzą się z faktem, że stały się one obowiązkowym elementem ich życia. „Akceptować” można tylko rzeczy nie fajne.


Ideologia

Zdjęcie koniowi wędzidła, a następnie rezygnacja z kontaktu (minimalizacja użycia wodzy) jest bardzo ciekawym doświadczeniem jeździeckim. Bardzo dobrze, jeśli jeździec, szczególnie w pierwszych latach swojego rozwoju, ma możliwość pojeżdżenia na wysoko wyszkolonym koniu, który potrafi wykonywać elementy ujeżdżeniowe jedynie od dosiadu, łydek czy głosu, jednak zupełnie bez kontaktu z ręką jeźdźca. Takie jazdy pozwalają na zrozumienie, dlaczego i w jaki sposób łydki i dosiad dominują nad kiełznem. Pozwala to zauważyć, że ogłowie nie jest w ogóle potrzebne do komunikacji z koniem, stanowi właśnie POMOC i ułatwienie szkoleniowe. Takie doświadczenia, szczególnie przy długoterminowym treningu bez kontaktu, zmuszają do nabrania dystansu do użycia wodzy i szacunku do pozostałych sposobów komunikacji z koniem.


Dzięki wpleceniem jazdy na bardzo delikatnym ogłowiu bezwędzidłowym mamy możliwość sprawdzić stopień wyszkolenia naszego konia i upewnić się, czy jego trening zmierza w dobrym kierunku. Jeśli bez wędzidła, np. na ogłowiu dr. Cooka tracimy porozumienie z koniem, to znaczy, że nie dostatecznie wypracowaliśmy porozumienie przez łydki i dosiad i za bardzo skupiliśmy swoją i konia uwagę na użyciu wodzy. A, jak wszystkim wiadomo, wędzidło jest pomocą dodatkową i nigdy nie może dominować.


/Mimo argumentów podanych w artykule, podchodź bardzo ostrożnie do idei zdejmowania wędzidła za wszelką cenę. Przedstawiliśmy tutaj wady i można by dojść do wniosku, że wędzidło to narzędzie zbrodni i służy do sprawiania krzywdy… a tak nie jest! Z doświadczenia wiemy, że wędzidła ułatwiają ujeżdżeniową pracę z koniem, która służy jego zdrowiu i bezpieczeństwu. Do tego, przedstawione wyniki badań najczęściej dotyczyły sportu wyczynowego lub wadliwego używania wędzidła. (Więc faktycznie, jeśli masz używać wędzidła źle, sprawiając koniowi dyskomfort - lepiej z niego zrezygnować...)


Jeśli decydujemy się na zmianę kiełzna, zawsze musi być to przemyślana decyzja. Zastanów się czy umiesz przygotować konia do zmiany kiełzna i czy potrafisz nowym kiełznem się wprawnie posługiwać. Dopiero potem dokonuj ostrożnej zmiany kiełzna z wędzidłowego na bezwędzidłowe. 


Tekst ukazał się w numerze 10. Autor: Dominika Ruth. Fotografia: Martyna Chmiel

napisz komentarz:
Chat-box wyłączony
na czas nieokreślony.
Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)