banner_03.png
banner_01.jpg

Słowo o przykrym spokoju

Przypomnij sobie (lub wyobraź) taką jazdę: wsiadasz na konia, zbierasz wodzę i już wiesz, że wyregulowanie strzemion będzie kłopotliwe. Koń żwawo idzie do przodu, podkłusuje, ale zaraz zwalnia w przestrachu przed czymś, idzie nie równo. Gdy dajesz mu łydkę, rusza dynamicznym kłusem, pochrapując, strzyżąc uszami. Musisz go trzymać, bo co chwilę się płoszy, w galopie bardzo ekscytuje, pędzi, gdybyś pojechała w teren — poniósłby. W myślach klniesz jak szewc (a zapewne i nie w myślach). Marzysz, by koń się wreszcie uspokoił, jest głupi, że wszystkiego się boi i, na litość boską!, co mu odwaliło?! 

Gdy poczytasz trochę ogłoszeń sprzedaży koni zauważysz, że słowo "spokojny" pada bardzo często. Bo faktycznie nikt nie chce jeździć na koniu z powyższego obrazka. 

Rzecz w tym, że koński spokój ma różne oblicza. Gdy myślisz o spokojnym koniu, wyobrażasz sobie zwierzę ufne, przyjazne, posłuszne, słuchające poleceń, chętne do współpracy, rozluźnione. Tylko, że "spokojny" to antonim do "nerwowy", a nie "nieposłuszny". I tak, koń spokojny może być też krnąbrny i twardy w obejściu, sztywny. Z najwyższym spokojem może cię przycisnąć do ściany, a podczas jazdy w najwyższym spokoju zignorować najprostsze pomoce do zakłusowania. Znam jednego takiego konia. Papuga w swym spokoju przypomina doktora Housa. W bardzo spokojny i cyniczny sposób potrafi nadepnąć na stopę a następnie za żadne skarby nie chcieć z niej zejść. (tekst jest archiwalny - Papuga jest już wzorem savoir-vivru! :)

Niektóre konie przeszły w swoim życiu wiele. W wyniku tych przeżyć nauczyły się być spokojne. Akceptować wszystko dopóki jest to standardowe. Pójdą powłóczystym kłusem w kółko, może nawet zagalopują czterotaktem. Zatrzymają się od niechcenia, a skręcą od mocnego przeciągnięcia wodzą ich pyska w bok. Takie konie z pewnością można nazwać spokojnymi, tylko, że nie jest to dobry spokój. Siedząc na takim koniu nie wiesz jaki tak naprawdę jest ten koń. Gdy zaczniesz od niego więcej wymagać, zechcesz go naturalnie przestawić na myślenie i ujeżdżeniowo przestawić na pracę, może się okazać zupełnie inny. Na przykład: ucieszy się, że coś się wreszcie zmienia, staje się zaciekawiony, coraz chętniejszy do pracy. Ale może też uznać twoje pomysły za niebezpieczne. Twoje nowości typu aktywny ruch do przodu albo nauka ustępowania od nacisku mogą wywołać jego strach, więc i wściekłość i agresję. Bywa taki rodzaj spokojnego konia, który z zewnątrz jest spokojny, a w środku gotuje się w nim złość na człowieka i wyrzut w jego stronę. 

Wyobraź sobie też inny rodzaj spokoju. Wsiadasz na swojego konia. Zwykle rusza od razu do przodu, dziś jedynie przestąpił w nogi na nogę. Cieszy cię to, że stoi spokojnie, ale gdy po stępie zechcesz zakłusować, okazuje się, że koń śpi. Brak mu dynamiki, jest przerzucony na przód, jego zad jest zupełnie wyłączony. Gdy próbujesz konia uruchomić, zwiększyć energię — usztywnia się. Głowę zadziera i choć przyśpieszył kłus, to wcale nie zwiększył dynamiki! Wciąż jego ciężar spoczywa głównie na przodzie, koń nie niesie się sam. Gdy przestajesz go pchać, natychmiast zwalnia i znów przysypia. Ale z pewnością możesz powiedzieć jedno — był spokojny. 

Opisałam powyżej cztery końskie "spokojności"
1. Uważny, energiczny, ufny + spokojny 
2. Ospały, flegmatyczny, zamknięty w sobie ALE chętny do zmian 
3. Ospały, flegmatyczny, zamknięty w sobie ALE w głębi pełen złości lub ekscytacji 
4. O obniżonej energii, zmęczony 

Nie jestem pewna, czy widzicie różnice między tymi nastrojami. Pierwszy to oczywiście koń w świetnym humorze. Drugi jest flegmatyczny z jakiegoś konkretnego powodu — wystarczy coś zmienić, sposób pracy, urozmaicić jazdę, popracować nad porozumieniem... Drugi koń po prostu nie ma powodu do tego by być energicznym. Trzeci natomiast zachowuje się jakby miał PMS — niby spokojny, ale gdy cokolwiek idzie nie po jego myśli robi się drażliwy lub nadpobudliwy. Czwarty ma gorszy dzień, jest zmęczony. Nie jestem pewna, czy wy widzicie te różnice, choć dla mnie są one bardzo wyraźne — wszystkie cztery typy obserwuję u mojego konia i nauczyłam się je rozróżniać. Dzięki Kaflowi znienawidziłam określenie "spokojny koń" — bo to słowo obiecuje bardzo wiele, a w praktyce koń potrafi być spokojny na wiele irytujących sposobów. Kafla spokój to zwykle brak energii. Próba jej podniesienia wywołuje różne reakcje.

Na wiele sposobów z tym walczyłam. Zresztą — przez długi czas nie walczyłam. Podobało mi się, że mój koń niczego się nie boi, że mogę na nim jeździć zupełnie bez niczego, że mam wszystko pod kontrolą, a jego chody są bardzo łatwe do wysiedzenia. Osoby patrzące z boku widziały coś innego – mój koń nie tyle był posłuszny, co ospały. Co to za posłuszeństwo które można zburzyć wydłużeniem kroku w kłusie? Ponadto nasza flegmatyczna praca odbijała się na końskiej równowadze, o mięśniach nie wspomnę. W pewnym momencie zaczęłam mieć tego dość i od tego czasu walczę o konia spokojnego ORAZ energicznego. 

Piszę tę notatkę by uwrażliwić was na jedno: łatwo zakochać się w końskim spokoju i bać się go zburzyć dynamiką. 

Ponieważ mój koń nie skacze zbyt dużo, za pomocą przeszkód potrafię szybko wyłapać co się kryje pod zwykłym kaflowym spokojem. Dziś podkłusował do przeszkody niezbyt uważnie, prawie przeszedł przez nią, ale po skoku wyszedł z konia piękny bryk, następnie wyskok z czterech nóg w górę po czym Kalif puścił się odrzutowym galopem przed siebie. I już wiedziałam, że ten spokój był tylko pozorny. 

Bo taki właśnie jest spokój – różny. 

Tekst archiwalny

napisz komentarz:
Chat-box wyłączony
na czas nieokreślony.
Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)