banner_03.png
banner_01.jpg

Jak jeździć samemu?

Temat bardzo mi bliski od wielu lat. Jak uczyć się samemu? Nie jestem jedyną osobą, która jeździ na swoim koniu w zespole dwuosobowym, koń—jeździec. Nie każdego stać na regularne spotkania z trzecią częścią zespołu — instruktorem lub trenerem. Nie każdy ma w swojej okolicy kompetentną osobę. Lub, jak to było w moim przypadku, jest wystarczająco nadęty by sądzić, że sam sobie świetnie poradzi. 

O ile potraktujemy samodzielny trening konia jako wyzwanie, które warto podjąć by samemu nauczyć się jak najwięcej, jest ok. Gorzej, gdy to wyzwanie staje się walką na śmierć i życie, z podejściem 'ja Cię koniu wychowam'. W tym przypadku najprawdopodobniej żaden trener nam nie pomoże. Wychowanie konia jest stosunkowo proste w porównaniu do naprawienia człowieka—debila. 

Mniejsza, jakie są przyczyny naszej samodzielnej edukacji. Bierzemy się za trening konia i najprawdopodobniej nie wiemy jak za to się zabrać. Naszkicuję tutaj parę pomysłów na własne uczenie się. Temat jest raczej godny książki niż artykułu. 

1. Potrzebujesz czasu.

Chyba nic w tym zadziwiającego. Ponieważ od tej pory będziesz musiała sama myśleć, sama sobie być trenerem, swoim i konia, nic dziwnego, że zajmie Ci to więcej czasu. I nie będzie to polegać tylko na solidniejszym przygotowaniu się do jazdy na koniu. Będziesz musiała więcej pracować nad swoją psychiką, eliminować wady charakteru. Najlepiej doskonalić się w każdej możliwej chwili. Przykład: nie ma nic mniej wychowawczego w stosunku do konia, niżeli wściekły nieopanowany jeździec, szarpiący konia, bo ten się nie chce słuchać. Jeśli brak Ci cierpliwości i zdarza Ci się popadać w złość i przestajesz wtedy myśleć, wyłapuj na codzień takie sytuacje, które Cię denerwują. Staraj się wyciszać emocje. Gdy już uda Ci się znieść spokojnie ględzącą koleżankę i nie odpyskujesz jej, to łatwiej będzie Ci być cierpliwa w stosunku do konia. 

Chodzi o to, że o wiele łatwiej pracuje sie z koniem, gdy ma się do tego predyspozycje z charakteru. Jeśli nie masz predyspozycji, lub trochę brakuje Ci do ideału — ćwicz, ćwicz, ćwicz! Zmieniaj się, a jazda konna stanie się o wiele łatwiejsza. 

2. Poznaj charakter swojego konia

To zupełna podstawa. Czy jest nerwowy, flegmatyczny, czy spokojny? Wszystkim się interesuje, czy z zasady jest osowiały? Łatwo się płoszy, jest opanowany? Od tego będzie zależeć trening. Jeśli nie dopasujesz sposobu jazdy do konia, będzie on stale niezadowolony, poirytowany, lub też nie osiągniesz zbyt dobrych efektów. Płoszący się koń, wiecznie zdenerwowany będzie wymagał bardzo spokojnego postępowania, powtarzania czynności. Z drugiej strony koń cechujący się również nerwowym usposobieniem, ale i dużym zainteresowaniem wszystkim co dookoła (pozdrawiam Banderę!) jest małym ciekawskim dzieckiem, któremu trzeba zapewnić ciągłą dynamiczną zabawę, a z czasem uczyć skupienia na ćwiczeniu. 

3. Gromadź wiedzę

Segregator z Tesco: 6zł. 

Drukarka, komputer, Internet, papier. 

Drukuj, zbieraj, trzymaj, czytaj. I myśl, czy ta wiedza będzie przydatna, czy wydaje Ci sie odpowiednia dla Twojego konia. naucz się segregowac informacje na przydatne i mniej przydatne. Kiedyś przeczytałam długi tekst o szkoleniu koni wojskowych. Połowa zalatywała mi zbędną dyscypliną. a druga połowa niezwykłą rozwagą i uporządkowaniem szkolenia. 

4. Poznawaj ludzi

Istnieje coś takiego jak instruktarz wymienny, zbiorowy. Gdy nie wiesz co robisz źle, gdy czujesz, że popełniasz błędy, lubogólnie w treningu pojawiają się zgrzyty — pytaj się innych. Do tego przydatne jest forum, znajomi na gg, maile, koleżanka ze stajni, założenie bloga, przyprowadzenie do stajni raz na ruski rok instruktora. Zasada jest prosta — potrzebujesz świeżego, nowego spojrzenia na siebie i swojego konia. Posłuchaj tego co mówi druga osoba, podyskutuj z nią, wymieńcie opinie o tym konkretnym problemie. Jeśli konsultujesz się tylko internetowo, dodaj zdjęcia i filmiki lub opis kogoś innego niż Ty, mniej zaangażowanego. 

Pamiętaj — ludzie mają różne podejścia. Mogą Ci podpowiedzieć coś dobrego, lub coś bezsensownego i szkodliwego. Kieruj się więc swoimi odczuciami i opiniami autorytetów (w tym miejscu dobrze jest czytac książki). 

Opinia drugiego człowieka = podpowiedź, nie wyrocznia! 

5. Dokumentuj

Jest taka seria książeczek dla małych dzieci. "Moje hobby". Jedna z książek poświęcona jest koniom i kto się zetknął z tym dziełem wie, że jest to wybitnie kierowane do przedszkolaków i dzieci do 9 roku życia. Jest tam jednak pewna rada, którą ma w nosie większość jeźdźców powyżej 9 roku życia. Pisz pamiętnik. 

Co daje pamiętnik? Widzisz postępy, błędy, które popełniasz i własny rozwój. Dopóki nie założysz pamiętnika (własnego lub internetowego) nie dowiesz się jak to niezwykłe uczucie czytac o jeździe sprzed tygodnia, miesiąca, roku i walić się pięścią w swój pusty łeb, że sie było tak głupim i robiło się takie błędy. Dzięki czytaniu tych notatek stajesz sie o wiele bardziej świadoma swojej jazdy. Więc i możesz lepiej korygowac swoje błędy. 

Nie zapominaj o jeszcze dwóch sposobach zobaczenia siebie w nowym świetle. Filmy i zdjęcia. Instruktor powie Ci 'ustaw rękę bardziej zgiętą w łokciu' i tak zrobisz, bo tak powiedział. Ale gdy zobaczysz zdjęcie sama dojdziesz do wniosku, co trzeba zrobić. Permanentny nacisk wędzidła na dolne dziąsła nie jest niczym dobrym. Poza tym, skoro nie masz trenera, to potrzebne Ci drugie oczy. Poproś kogoś by raz na jakiś czas zrobił Ci zdjęcia podczas jazdy. 

6. Ćwicz z ziemi

Nie jest niczym nowym, że praca naziemna potrafi rozwiązać niezliczoną liczbę problemów. W przypadku samodzielnych treningów niedoświadczonych jeźdźców stanowi ona klucz. Nie chodzi mi tylko o lonżowanie, które przede wszystkim ma wzmacniac ciało. Mam na myśli o całość ćwiczeń — ich podstawy poznasz zainteresowawszy się PNH/SNH/ANH, czyli jedną ze szkół jeździectwa naturalnego. Pracą z ziemi wyuczysz łatwo konia masy elementów przydatnych podczas jazdy — jak chocby ustępowania od łydki, więc i wyginania się od niej. Sama też nauczysz się opanowania, dyscypliny i konsekwencji. Od tego jest praca z ziemi. By uczyć i siebie i konia. Polecam: SPNH 

7. Będzie dobrze

Jeśli nie masz żelu zamiast mózgu. Choć mówi się, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane, to jest to przesadnie cyniczne stwierdzenie. Naprawdę, gdy będziesz uważna, patrzyła, czy to co robisz pogarsza sytuację, czy też udoskonala waszą jazdę, będzie dobrze. Bądź optymistką, zachowaj rozsądek i pamiętaj, że jazda konna to sztuka, którą trzeba pielęgnować i doskonalić. Niczego ani z koniem ani ze sobą nie osiągniesz od pstryknięcia palca. Nie ma szybkich metod działania, metod cud. 

Dodatkowym warunkiem, który musisz spełnić, by jazda nie była szkodliwa dla konia, to już wcześniejsza znajomość podstaw jazdy, na poziomie BOJ/SOJ minimum. No i ten mózg zamiast żelu.

A, i jedna "drobna" uwaga... Właściwie od piętnastu lat nikt mnie nie uczy jeździć konno. Stosuję się do powyższych wskazówek, czasem ktoś łaskawie na mnie spojrzy, czasem jakiś trening się trafi, ale to wszystko zawiera się w tym, co na górze napisałam. I zauważcie istotną rzecz. Niewiele umiem. Zawodów klasy CCCCC nie wygrywam. Koni sportowych nie objeżdżam. Zdjęcia mi czasem ktoś robi, ale wolę na nie nie patrzeć, bo jestem przysłowiowa d***, nie jeździec. Czyli jednak warto skrobać kieszonkowe na częstsze wizyty u Mistrza.

Pozdrawiam refleksyjnie ;) GJ

PS. Czytelniczka słusznie zauważyła, że czasem warto pojeździć samemu, nawet kiedy ma się codzienny dostęp do trenera czy instruktora. Samodzielna jazda rozwija samodzielne myślenie i analizowanie, bierzemy odpowiedzialność za cały trening i w większym stopniu musimy sobie zadawać pytania typu "dlaczego" i "jak".

napisz komentarz:
Chat-box wyłączony
na czas nieokreślony.
Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)