banner_03.png
banner_01.jpg

Blog: czego uczy mnie KC?

Zbliża się powolutku okrągły rok działalności projektu KonnaCafe. Jak się okazało, wzbudził trochę emocji, czasem pozytywnych, czasem negatywnych. Gdy były to reakcje pozytywne, cieszyłam się jak głupia, gdy dostawałam po nosie za "nieprofesjonalizm" i "dziecinność" - ryczałam w poduchę. Kto mnie zna na co dzień wie dobrze, że potrafię się popłakać na reklamie papieru toaletowego, jeśli tylko występuje tam szczeniaczek, albo, gdy ktoś krzywo na mnie spojrzy. Możecie sobie więc wyobrazić, jakie katusze przeżywałam słysząc słowa krytyki wypowiedziane bezlitosnym, anonimowym internetowym tonem.

Więc to jest pierwsza rzecz, której się nauczyłam po roku prowadzenia KonnejCafe. Niczym Boska z "Boskiej!", ignorować wszelkie słowa niekonstruktywnej krytyki (choć, w odróżnieniu od Boskiej, przyjmować te konstruktywne). Wychodzę z forum, gdy widzę, że lokalne społeczeństwo znalazło sobie kozła ofiarnego w postaci KC. Nie ryczę w poduchę, gdy ktoś się zapędzi w niemiłych słowach - burak taka osoba jest, i tyle. Już nawet ze spokojem wysłuchuję rady co do zmiany czcionek czy lejałtu od znajomych studentów ASP. Wspomnieni znajomi wiedzą, że nie było łatwo przekazać jakąś informację bez wzbudzania we mnie ataku rozpaczy...

Ostrą krytykę przyjmuję tylko od innych redaktorów, twórców gazet i pracujących w zawodzie grafików.
Jeśli jednocześnie studiujesz dziennie (i jesteś zaangażowany w swoje studia), pracujesz i prowadzisz hobbystycznie stustronnicową, wielotematową darmową gazetę - wtedy możesz mnie zmieszać z błotem i liczyć, że zrobi to na mnie wrażenie.

Ale nauka szła też z drugiego końca kija. Ruszając KC - przyznam - miałam trochę za duże wyobrażenie o tym projekcie. Zbyt często redagując teksty nadawałam im zbyt autorytatywny charakter. Zdarzało mi się wypowiadać, lub redagować teksty tak, że wychodziły zbyt ostre, zbyt jednokierunkowe, niepotrzebnie narzucające jeden tylko sposób patrzenia na świat. Był plan, że KC będzie wydawana jako papierowy miesięcznik - po roku już bardzo dobrze wiem, jak bardzo jest to nierealne. Był plan, że KC będzie zarabiać na reklamach - teraz już wiem, jak duża jest konkurencja i jak bardzo nie jest to łatwe. Był plan, że co miesiąc w KC będą kliniki, poradniki i wywiady - teraz wiem, jak wiele trzeba czasu, by przeprowadzić wywiad oraz, że wykonanie przyzwoitego poradnika to całodzienna lub parodniowa praca paru osób - minimum 4-ech! Marzył mi się regularny kącik do nauki angielskiego - teraz wiem, że taki kącik wymaga zaangażowania wielu osób sprawdzających poprawność zarówno językową jak i "jeździecką". 

Nagle się dowiedziałam, że moje wieczne narzekanie na polskie gazety jeździeckie, że nie prowadzą jakiegoś działu, że nie piszą w określony sposób, że mają kiepską grafikę, albo teksty nieciekawe - to bardzo złe podejście. Wiem już, jak wiele pracy potrzeba by stworzyć gazetę, oraz, że realizacja wielu wizji może być po prostu niemożliwa. Nie narzekam już na polskie miesięczniki o koniach. Otwieram je co miesiąc i szczęka mi opada do podłogi - jak cudnie wykonane (ja tak nie potrafię...), jaka sprawna korekta (takowej w KC nie ma...), jakie ciekawe teksty (szkoda, że nie wpadłam na to wcześniej...), ileż pracy to wymagało! Tak więc oświadczam:

Kochane Czasopisma, kochani Redaktorzy - trzeba mi było własną gazetę założyć, by docenić ogrom Waszych starań!

13.02.2013, Gabrysia Jóźwiak

napisz komentarz:
Chat-box wyłączony
na czas nieokreślony.
Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)