banner_03.png
banner_01.jpg

Szczęśliwy atleta

Blog, Gabriela Jóźwiak, 29 maja 2012

Im dłużej siedzę w psychologii konia, tym bardziej tęsknię do ćwiczenia ciała wierzchowca. A im dłużej siedzę w ujeżdżeniu, tym bardziej tęsknię do ćwiczenia relacji i podążania systemami "naturalnymi". Zawsze lubiłam i jedno i drugie; pracę nad SZCZĘŚLIWYM ATLETĄ.

Ostatnio rozmawiając ze znajomą instruktorką z Mazur, uderzyło mnie, jak jednak mało wie tak zwana "rekreacja". Jestem niepoprawną optymistką. Sama uczę rekreacji i kocham tę sferę jeździectwa, rozumianą jako ciągły rozwój bez skupiania się na rywalizacji. Tak więc trudno mi zrozumieć, że ani jeździec w szkółce, ani tym bardziej jego instruktor, nie znają teorii ujeżdżeniowej i nie chcą jej stosować w praktyce.

Gdy zaczynałam jeździć, prawie od początku nauki wykonywaliśmy w zastępie ustępowania od łydki. Ot, nic wielkiego - ustępowanie, normalny element lekcji. Potem wprowadzono łopatkę do wewnątrz i również potraktowałam to jak coś zupełnie standardowego. Nikt za to nie podjął się trudu nauczenia mnie trawersu, przez co przez długi czas myślałam, że to trudny elementy. A wcale tak nie jest!

Wcale-Nie-Trudnych elementów ujeżdżeniowych jest bez liku. Poprawne przejścia, eleganckie zwykłe i lotne zmiany nóg, zatrzymania z galopu i zagalopowania ze stój czy ze stępa, ładne dodania i skrócenia, kontrgalopy, side-passy, poprawne jogi - to wszystko nie jest aż tak trudne, jak się wydaje, o ile uczymy się takich elementów właściwie od początku nauki jazdy konnej.

Wielu "naturalistów" przeszło na "natural" między innymi dlatego, że byli zawiedzeni poziomem nauczania w jeździe klasycznej. Owszem, tak jak w moim przypadku, również inne elementy miały duże znaczenie. Ale pamiętam ten moment, kiedy zaczęłam odkrywać w Internecie niezliczoną ilość artykułów o psychologii konia i jego szkoleniu. Nagle zostałam zalana taką ilością informacji, jakiej mi nigdy żaden instruktor czy trener nie przekazał. I wybrałam taki sposób szkolenia.



Zawsze fascynowałam się ujeżdżeniem i reiningiem, więc szkoląc swojego konia dokonuję pewnego miksu między klasycznymi a behawiorystycznymi technikami szkolenia. Mój koń po prostu ma mieć opanowany ujeżdżeniowy elementarz; to wstyd i wiocha jeździć na słabym, rozlazłym wierzchowcu, który nie potrafi używać swojego ciała.

Tylko, że tak wielu naturalistów obrało tę drogę dlatego, że reprezentanci jazdy klasycznej nie wiele ich nauczyli. Znam wielu takich jeźdźców szkolących "naturalnie", którzy po prostu nie umieją szkolić konia ujeżdżeniowo na wysokim poziomie. Osiągają niesamowite efekty w szkoleniu "naturalnym", ich konie kładą się na skinienie palcem i przybiegają do nich galopem z najdalszego pastwiska, ale nie potrafią już chodzić w minimalnym zebraniu.

Tacy "naturalni rekreanci" są tak samo szkodliwi dla naturala, jak "klasyczni rekreanci" dla jazdy klasycznej.

Stąd mój apel:
Instruktorze klasyczny: dokształcaj się za wszelką cenę, by kolejni jeźdźcy uważali trudne elementy jazdy za proste.
Jeźdźcu naturalny: jeśli jakiś niedouczony klasyk zraził cię do szkolenia ujeżdżeniowego, spróbuj raz jeszcze się do tego przekonać. Twojemu koniowi nie zaszkodzi ustawienie, dynamiczny ruch, zebranie i ćwiczenia z programu ujeżdżenia.

napisz komentarz:
Chat-box wyłączony
na czas nieokreślony.
Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)